Ostatnie wpisy
Zakładki:
TU ZAGLĄDAM:
|
niedziela, 26 lipca 2009
czwartek, 18 stycznia 2007
Užupio konstitucija czyli Konstytucja Republiki Zarzecze
Tak sentymentalnie Wilno Cudowne wspominam...
Konstytucja została spisana przez dwóch obywateli Republiki Zarzecze: Tomasa „Jeffersona” Čepaitisa i Romasa „George Washington” Lileiķisa, wczesnym wieczorem któregoś z dni 1998 roku. Z litewskiego przełożył Piotr Wosik.
czwartek, 11 stycznia 2007
a to Polska wlasnie...
Kilka dni temu dostałam taka informacje na gg. Jest to fragment artykulu zamieszczonego w jednej z francuskich gazet. Polska. Oto znajdujemy się w świecie absurdu. Kraj, w którym co piąty mieszkaniec stracił życie w czasie drugiej wojny światowej, którego 1/5 narodu żyje poza granicami kraju i w którym co 3 mieszkaniec ma 20lat. Kraj, który ma dwa razy więcej studentów niż francja, a inżynier zarabia tu mniej niż przeciętny robotnik. Kraj, gdzie człowiek wydaje dwa razy więcej niż zarabia, gdzie przeciętna pensja nie przekracza ceny (!) trzech par dobrych butów, gdzie jednocześnie nie ma biedy a obcy kapitał się pcha drzwiami i oknami. Kraj, w którym cena samochodu równa się trzyletnim zarobkom, a mimo to trudno znaleźć miejsce na parkingu. Kraj, w którym rządzą byli socjaliści, w którym święta kościelne są dniami wolnymi od pracy (!) cudzoziemiec musi zrezygnować tu z jakiejkolwiek logiki, jeśli nie chce stracić gruntu pod nogami. Dziwny kraj, w którym z kelnerem można porozmawiać po angielsku, z kucharzem po francusku, ekspedientem po niemiecku a ministrem lub jakimkolwiek urzędnikiem państwowym tylko za pośrednictwem tłumacza. Polacy..! Jak wy to robicie..?" A jednak nie da sie tego kraju nie kochac!
niedziela, 07 stycznia 2007
i coz nas czeka...? (znow Poniedzielski)
I coz nas czeka? Marzen rzeka, czy tez kosmosu czarny zlew? Nie mozemy juz wrocic na drzewa, nie mamy juz tylu drzew...
czwartek, 04 stycznia 2007
o blocie z Musseta
Wszyscy mezczyzni sa klamcy, zmiennicy, falszywi, paple, obludnicy, pyszalki lub tchorze, nedzni i zmyslowi. Wszystkie kobiety sa przewrotne wyrachowane, , prozne, ciekawe i zepsute. Swiat jest kaluza bez dna, gdzie czolgaja sie najpotworniejsze plazy przewalajac sie w blocie, ale jest na swiecie jedna rzecz swieta i wzniosla: zespolenie tych dwojga tak szpetnych i ulomnych istot. Kto kocha, czesto doznaje zawodu, czesto cierpi i jest nieszczesliwy, ale kocha i kiedy znajdzie sie na krawedzi grobu, obraca sie, aby spojrzec wstecz i powiada: 'Czesto cierpialem, mylilem sie niekiedy, ale kochalem. To ja zylem, a nie sztuczna istota wylegla z mej pychy i nudy'. z: A. Musset 'Nie igra sie z miloscia' moja przemoca fascynacja.
Fascynuje mnie przemoc. Zeby nie zostac zle zrozumiana, od razu tlumacze. Aboslutnie nie jestem jedna z tych krwiozadnych istot zakochanych w strzelankach w formie filmowej, czy pod postacia gier komputerowych. W najmniejszym stopniu nie interesuja mnie tez naturalistyczne opisy makabrycznych wydarzen, czy uopodoban. Co wiecej, napawa mnie to wstretem i przerazeniem. Tym silniejszym, ilekroc pomysle, ze ktos moze z prawdziwym ku takim praktykom, czy ich obrazom sie sklaniac. Wiec na czym polega moja fascynacja? Otoz niezwykle intryguje mnie to, coz w przemocy jest tak pociagajacego? Dlaczego, tak wiele jest takich malych przemocy dookola nas? No co jest takiego ponizaniu, obelgach, czy fizycznym znecaniu sie, ze tylu ludzi wybiera taka droge kontaktu z reszta spoleczenstwa? Zastanawia mnie to i wrecz paralizuje mysl, ze ta zaraza wcale z biegiem lat nie maleje, nie czuje sie gorzej. Religia nienawisci i przemocy wciaz ma zastraszajaco wielu cichych wyznawcow i jawnych czcicieli. Co zrobic, zeby bylo inaczej? Chyba nic prostszego niz dojsc do wniosku, ze agresja pod jakakolwiek postacia jest zla i w zwiazku z tym zaprzestac jej. Ciekawe, ze kiedy pisalam te slowa, zamiast "zaprzestac" pierwszym wyrazem przychodzacym mi na mysl bylo "zwalczyc" wymienione na "stlamsic" i dopiero na zupelnie nie konotujace zachowan - no wlasnie! - agresywnych "zaprzestac". Moze juz tak jestesmy wadliwie skonstruowani, ze czlowiek czlowiekowi wilkiem? Tyle juz powiedziano o agresji, o przemocy - to zdanie to truizm w czystej postaci, no ale tak jest! Tylez juz wiemy o tym 'jak', ale wciaz nie wiemy 'dlaczego'! Moze to jest droga do znalezienia lekarstwa?? Wiec pytam DLACZEGO????
I ciszej dodam - ja nie chce, zeby to bylo normalne...
poniedziałek, 01 stycznia 2007
rok zaczynam Poniedzielskim (noworoczne zamyslenie)
O moja ty Epoko zlota. Pozdrawiam Cie, caluje. Juz prawie wszystko mam na pilota, juz naturalnie mam tylko cien.
Wiara przenosi gory zlota. Pod kazda brama kwesta na tlen. Babcia Nadzieja w papilotach, Juz nie poznaje, a mowi 'wiem'.
Gdy kwestia kwoty kazda psota. Nawet zwariowac nie chce sie. I tak naprawde Ziemia - kwoka Calodobowo obraca sie.
Po wywrotowcach slad na wrotach. Wiosna najlepiej kwitnie dzem. W ciaglej promocji jest glupota I mozna wygrac domek z psem.
Proletariusze wszystkich krajow! Pucio, pucio.
Ech, moja Ty Epoko zlota, Nijak ominac i rzucic cie. Z reszta, z porzucen jest tesknota. Na razie umiem rzucac cien.
i z czego ta radosc?
No i przyszedl Nowy Rok. Przybylby tez bez powitania w postaci naszych frenetycznych wrzaskow, strzelania szampanami, tancow i smiechu. Choc mam wrazenie, ze cala ta pompa z zakanczaniem Roku Starego i witaniem Roku Nowego sluzy zagluszaniu huczacej swiadomosci, ze zycie nam mija bezpowrotnie. A moze nie mija, tylko przecieka...? No i wszystko sie zmienia... Czy na lepsze? Phanta rei i nie mozna nic poprawic, zawrocic (nawet calkiem duzym kijem nie podolamy tej rzece), ani tez utaplac sie w tej rzeczce ponownie. Teraz juz po zawodach. Jakby nie bylo skwapliwie wykorzystujemy okazje, aby zyczyc sobie tego, co - i dobrze o tym wiemy - najprawdopodobniej i tak nas nie spotka. Wiec nie zycze zdrowia, ani szczescia, czy radosci, ale po prostu: niech nam nie bedzie gorzej! Bo w koncu chyba i tak to byloby juz co najmniej dobrze. Przy ogolnej tendencji schodzenia na psy calego swiata (z nasza wydatna - a jakze! - pomoca) obawiam sie, ze juz jedynie poboznym zyczeniem jest nawet nadzieja, ze nam sie nie pogorszy. Ale pomimo tego: niech nam gorzej nie bedzie, a niech nam bedzie wreszcie n o r m a l n i e.
niedziela, 31 grudnia 2006
a milosc?
Tak sobie dzisiaj spedzilam w uroczym miejscu czas z osoba, z ktora coraz bardziej lubie przebywac i wciaz jeszcze kraza mi nad glowa mysli rozne, rozniste. Wracam pamiecia do tego, co zostalo powiedziane, a jeszcze bardziej draze w myslach to, co zostalo w niedopowiedzeniu. I teraz sama sobie dopowiadam. Ale nie tyle sama, co cytujac J.Carrolla z "Spiac w plomieniu":
- Uwielbiam wręcz to powiedzenie, że z kimś można konie kraść. Myślisz, że w ogóle można kogoś takiego znaleźć? - Ktoś taki jest jak kometa Halleya. - Kometa Halleya? Jak to? - Kometa pojawia się w pobliżu Ziemi mniej więcej co siedemdziesiąt pięć lat czy ileś tam. Żeby ją zobaczyć trzeba mieć nie tylko wielki teleskop, ale jeszcze trzeba w odpowiedniej chwili znaleźć się w odpowiednim miejscu. - I myślisz, że tak właśnie jest z miłością? - Tak. Tak właśnie jest z oryginalną, dwudziestoczterokaratową miłością. Łatwo jest znaleźć s k ł a d n i k i miłości, ale wszystko zależy od tego, jak się je miesza. Potrzeba ogromnej pracy. (…) Po pierwsze trzeba umieć rozumieć i akceptować. Potem trzeba być najlepszym przyjacielem. Zawsze. Trzeba pracować nad pokonywaniem tego, czego w tobie nie lubi druga strona. Potrzeba wielkiego serca, mimo że tak łatwo jest być małym człowiekiem w wielu sytuacjach … czasami iskra zapalająca miłość jest z ludźmi od początku. Ale wielu ludzi bierze tę iskrę za płomień, który – jak uważają – będzie trwał wiecznie. To dlatego tak wiele i żaru serc ludzkich po prostu się wypala i w końcu gaśnie. Nad prawdziwą miłością trzeba pracować diabelnie ciężko.
No i własnie! A jak sie nie utrafi w swoja Komete Haleya, to to, co przy Komecie byloby blogoslawienstwem, staje sie przeklenstwem, zas dzialania, ktore mialy prowadzic ku dobremu owocuja bolem. W takim wypadku trzeba zaufac staruszkowi Konwickiemu: ...przeciez milosc to uposledzenie (...) Okresowe inwalidztwo. Ponizajace uzaleznienie. Stan chorobowy uwalniajacy od odpowiedzialnosci za popelnione czyny.
fenomen blogow...i po co ja pisze...
Od poczatku mojej fascynacji (choc powiedzmy sobie szczerze - juz nieco przygaslej) internetem jestem niezwykle zaintrygowana fenomenem blogow - takiego publicznego wywnetrzania sie, realizacji przepoteznej potrzeby dzielenia sie z ogolem informacjami co sie jadlo na obiad i czym sie zajmowalo w pracy. Ale nawet nie tyle jest dla mnie niezwykle to, ze takie rzeczy sa pisane; zastanawiajacym dla mnie jest fakt, ze jednak ktos to czyta. Ba! nawet sledzi na biezaco, komentuje... No coz, wolnosc jest i kazdy moze robic co lubi. Ja zarzekalam sie, ze blog to nie dla mnie, ale jednak jakos sie przelamalam... Sama nie chce zrobic z tej stronki zadnego pamietniczka - spowiedniczka. Nic z tych rzeczy! Zgodnie z tytulem chcialabym dzielic sie tym, co mnie poruszylo, zainspirowalo... Chce umieszczac tu slowa, ktore cos dla mnie znacza. Slowa w wiekszosci nie moje. Tyle jest pieknych i waznych slow zlozonych w zdania, wiersze, teksty piosenek... Jakos przyswieca mi zupelnie schizofreniczna nadzieja, ze takie pisanie tutaj nie bedzie takim zupelnym wolaniem w proznie... | ||||||||||||||||||||||||||||||||||||||||||||||||||||||||||